Edward Życki (portal NIS): Panie Krzysztofie, wszystko wskazuje na to ,że wraca temat Domu Kultury w Goleniowie. Na jednej z ostatnich sesji zaapelował Pan o dyskusję nad niezwykle ważną inwestycją dla Goleniowa, która może pochłonąć dużą część środków przeznaczonych na inwestycje w gminie Goleniów, a jednocześnie istotną z punktu widzenia potrzeb goleniowian. Czy uważa Pan, że rada jest gotowa, czy Pan jest gotowy, do podjęcia tak ważnej dla Goleniowa, decyzji.?

Krzysztof Sypień (radny Rady Miejskiej): Uważam, że przed podjęciem jakiejkolwiek uchwały przez Radę Miejską, dyskusja na temat kształtu kultury w obecnych realiach jest niezbędna. Jest bardzo dużo pytań, na które nie zostały udzielone odpowiedzi. Najpierw powinniśmy zapoznać się z możliwościami, a następnie o nich dyskutować. Środowisko burmistrza Krupowicza, pomimo wielokrotnych próśb składanych również z mojej strony, od początku kadencji, w której wypełniam mandat, do dziś dnia nie wykazało się gotowością do otwartej rozmowy na temat realiów goleniowskiej kultury oraz konkretnych zamierzeń dotyczących inwestycji w Goleniowski Dom Kultury. Inwestycje w dziedzinie kultury pojawiają się z przypadku i zaskoczenia, bez publicznej dyskusji. Wyzwanie, jakim jest inwestycja w GDK już trzecią kadencję było i niestety jest jedynie przedmiotem obietnic. Czas najwyższy, aby zmierzyć się z dramatyczną sytuacją lokalową tego obiektu i dać szansę GDK rozwinąć skrzydła i wypełniać swoje zadania statutowe w godnych warunkach.

E. Ż. (NIS): Żeby dyskutować, trzeba mieć, przynajmniej minimalną, ilość informacji?

K. S.: Tak, to prawda i trzeba podkreślić, że nie widać prób publikowania danych w taki sposób, aby ułatwiały one, czy wręcz umożliwiały sensowną dyskusję oraz podjęcie najlepszych dla mieszkańców decyzji. Pamiętamy jak przed wyborami 2014 obiecywano Centrum Przesiadkowo – Kulturalne z podziemnymi parkingami, Centrum Kultury oraz galerią sztuki przy dworcu. Przed wyborami 2018 złożono kolejną obietnicę dworca, tym razem już bez funkcji kulturalnej. Ostatecznie okazuje się, że nawet bez przejścia podziemnego na perony oraz na drugą stronę miasta, co wydatek rzędu 25 mln zł, poza aspektem estetycznym, czyni nieuzasadnionym. Kolejny pomysł to przeniesienie domu kultury na plac Kilińskiego. To wszystko w formie luźnej koncepcji, a w zasadzie tylko pomysłu, nie potwierdzonego żadnymi ekspertyzami dotyczącymi realnej możliwości ulokowania takiej funkcji w proponowanym miejscu. Już nie tylko jako mieszkaniec, ale jako radny, odnoszę wrażenie, że wąskie grono podejmuje decyzje z całkowitym pominięciem opinii, wątpliwości i pytań wszystkich zainteresowanych. W zasadzie dziś już jest oczywiste, że burmistrz robi wszystko, żeby rozmowy na ten temat nie podjąć.

E. Ż. (NIS): W takim razie co z pytaniami choćby o to, dla kogo kultura ma być, jak powinna być zarządzana, jak finansowana i w jaki sposób rozwijana, w bliższej i dalszej przyszłości, jej baza. Kto powinien, w/g Pana, odpowiedzieć ?

K. S.: Odpowiedź na te i inne pytania, bo jest ich więcej, powinna być zawarta w uchwale Rady Miejskiej po szerokiej dyskusji, w której powinien wybrzmieć także głos społeczności lokalnej. Jednak, jak już wiemy, życie pisze inny scenariusz i efektów tych oczekiwań nie ma. Osobiście uważam, że Rada Miejska w sposób jednoznaczny powinna przyznać, że GDK jest zadaniem własnym gminy, na równi z Biblioteką priorytetowym podmiotem w zakresie kultury. Mówimy tu o podmiocie z kilkudziesięcioletnią historią, którego ofertę tworzy kadra ludzi wykształconych, z niemałym doświadczeniem i pasjonatów. Ludzie ci angażowani są do znakomitej większości eventów na rzecz mieszkańców, przez długi czas dom kultury był jedynym podmiotem, który podejmował się takich działań. Nie jestem przeciwny rozwojowi i powstawaniu innych miejsc, w których mieszkańcy Gminy mogą spędzać czas wolny, obcować z kulturą, a dzieci rozwijać talenty. Sytuacja w Goleniowie jednak rozwinęła się w niezrozumiałym dla mnie kierunku, gdzie od lat zwleka się z inwestycją w dom kultury, co skutkuje obecnym stanem budynku, przekładającym się wprost na brak entuzjazmu do pracy wśród pracowników. Z góry wiemy, że w takich warunkach lokalowych, zwłaszcza w dzisiejszych czasach obok doinwestowanej Biblioteki, nowego CAL, czy powstającej siedziby dla Teatru Brama w budynku po Rampie, konkurować po prostu się nie da. Stwarzając choćby i najlepszą ofertę dla mieszkańców. I właśnie w tym kontekście, kilkunastomilionowa inwestycja w kolejny obiekt tym razem dla zaprzyjaźnionego z burmistrzem teatru, bez uprzedniego zadbania o GDK z kilkudziesięcioletnim dorobkiem, w moim odczuciu jest nieuzasadniona. Chciałbym w tym miejscu podkreślić, że nie zależy mi na realizacji mojego konkretnie poglądu, ale na znalezieniu optymalnego dla naszej społeczności rozwiązania. W tym celu konstruktywna rozmowa po prostu musi się odbyć.

E. Ż. (NIS): Zatem dlaczego jest inaczej?

K. S.: Odnoszę wrażenie ,że burmistrzowi na dialogu nie zależy, gdyż brakuje nawet najmniejszej inicjatywy z jego strony w tej kwestii. Nie mamy kompletnych i rzetelnych informacji jako mieszkańcy oraz co tym bardziej zaskakujące jako radni, pomimo, że istnieje obowiązek informowania nas o planowanych przedsięwzięciach. Od 10 lat wiemy, że burmistrz nowy GDK obiecuje, ale nic poza tym. Nie wiemy kiedy nastąpi inwestycja oraz jaki jest jej planowany zakres. Czy Dom Kultury będzie przeniesiony do budynku SP1, po adaptacji, czy będzie remont istniejącego obiektu? Co z salą widowiskową? Nawiasem, co z wymiarową salą gimnastyczną dla SP1? Moim zdaniem mogłaby z powodzeniem stanąć w miejscu planowanej przez burmistrza bez konsultacji z mieszkańcami Sali koncertowej przy budynku szkoły. Wracając do Pana pytania, nie ma reakcji na konkretny wniosek ani mój, ani radnych Ł. Mituły czy A. Muszyńskiej o przedstawienie informacji na temat aktualnego stanu zaawansowania prac nad inwestycją w GDK. Odpowiedź wiceburmistrza T. Banacha, że jest gotowy do przedstawienia informacji, ale czeka na specjalne zaproszenie od przewodniczącego Komisji ds. Społecznych, dopełnia ponurego obrazu niechęci do wspólnego rozwiązania problemu. A przecież wszystko to powinno być przedyskutowane w radzie. Przedyskutowane, a nie przedstawione przez wyznaczonego reprezentanta grupy, a następnie mówiąc potocznie przyklepane w głosowaniu. Wszyscy doskonale rozumiemy, że burmistrz ma większość w radzie i w zasadzie nie potrzebuje pozostałej dziesiątki radnych. Ci, którzy podejmują próby dyskusji są ignorowani, zbywani, ewentualnie atakowani. Sprawozdania z działalności burmistrza czy odpowiedzi na interpelacje radnych udzielane są niewyczerpująco, burmistrz wielokrotnie opuszcza salę sesyjną przed zakończeniem posiedzeń zabierając nam możliwość zadawania pytań bezpośrednio pod jego adresem. Obserwując postępowanie p. Krupowicza jestem zasmucony nie najwyższym standardem samorządności jego rządów, choć uprawianych w śnieżnobiałych rękawiczkach.

E. Ż. (NIS): Czy w takiej sytuacji , bez pełnej wiedzy, bez dyskusji jest możliwe aby radni podjęli uchwałę racjonalnie, zgodnie z interesem mieszkańców?

K. S.: Oczywiście, że nie. Można natomiast odnieść wrażenie oczekiwania na taką propozycję burmistrza, która będzie gotowa do przegłosowania, praktycznie bez dyskusji, bez możliwości wprowadzania korekt. To w oczywisty sposób budzi obawy o podejmowanie decyzji arbitralnie przez jedną osobę. Taki sposób jest nie tylko sprzeczny z deklarowanym przez R. Krupowicza w kampanii wyborczej sposobem podejmowania ważnych decyzji, w oparciu o dialog społeczny, ale rodzi zagrożenie konkretnych strat finansowych w przypadku prawdopodobnych decyzji nietrafionych. Zwracałem na to uwagę podczas dyskusji nad projektem budżetu gminy na rok 2019.

E. Ż. (NIS): Co w tej sytuacji, wg Pana, należy zrobić aby sprawa kultury goleniowskiej uzyskała należne jej miejsce bez ryzyka podjęcia złych decyzji ?

K. S.: Przede wszystkim radni powinni udowodnić, że pamiętają swoje deklaracje wyborcze. W kampaniach wyborczych kandydaci wychodzili do ludzi, nawiązywali z nimi kontakt. Deklarowali chęć i gotowość aktywnego udziału w pracach Rady. Teraz niestety tego nie widać. Brakuje presji rady, nacisku na działania burmistrza. Najpierw na przedstawienie planu, koncepcji, a następnie na możliwie kompletne informacje. W tej, niezwykle ważnej i złożonej sprawie, konieczne jest wyjście radnych ze sztywnego podziału: „Jedenastu kontra reszta”. Konieczna jest dobra wola oraz aktywność. Potrzebna jest odpowiedzialna postawa wszystkich nas radnych. Jest grono takich, którzy mimo różnic, chcą rozmawiać, szukać rozwiązań wspólnie i to jest optymistyczny omen w tej całej sytuacji. Dla rozwoju gminy najlepiej byłoby, żeby każdy z radnych chciał brać udział w rozmowie, słuchał rozmówców i odnosił się do tego, co mówią. W zgodzie ze swoimi poglądami, a nie w ślad za wytyczonym sposobem argumentacji. Wystarczy obejrzeć nagranie z posiedzeń sesyjnych, gdzie niektórzy radni uczestniczą jedynie w części posiedzenia, najczęściej podczas kluczowych głosowań. Udział w dyskusji ogranicza się ostatecznie do oddania głosu, bez dialogu. Ciężko to zaakceptować, szczególnie w świetle deklaracji składanych tak niedawno. Takie sytuacje mają oczywiście miejsce nie tylko podczas rozmów o sferze kultury. Z mojej obserwacji wynika, co można zweryfikować dzięki rejestracji oraz transmisji posiedzeń, że schemat ten powielany jest przy dyskusji na różne tematy. Jest to szczególnie przykre, gdyż radni to wartościowi ludzie z wiedzą i doświadczeniem, którymi dla dobra nas wszystkich mogliby się po prostu dzielić. Poza radą, dobrze byłoby angażować ekspertów w tematach merytorycznych i jednocześnie zwiększyć uczestnictwo mieszkańców, czy po prostu grup odbiorców działań rady miejskiej na etapie poznawania ich oczekiwań. Powinniśmy stworzyć grupę osób zgłaszającą swoje projekty uchwał oraz potrafiącą wnieść merytoryczne uwagi do projektowanych propozycji burmistrza.

E. Ż. (NIS): Uważa Pan, że zorganizowanie takiej grupy jest możliwe ?

K. S.: Uważam, że jest nie tylko możliwe ale wręcz konieczne. Szczycimy się, jako gmina, wysokim miejscem w kategorii zasobności. Powinniśmy wydawać posiadane pieniądze racjonalnie i zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców. Czas zaprosić do dyskusji ludzi kompetentnych, którzy nie wypowiadają się publicznie z powodu przeświadczenia o braku sensu zabierania głosu, z powodu przeświadczenia o braku wpływu na bieg zdarzeń. Chciałbym w tym miejscu zapewnić, ze czuje się w obowiązku pozostawać w kontakcie z mieszkańcami i swoją aktywnością wyrażać ich oczekiwania i potrzeby. Jeśli zatem któryś z mieszkańców w jakimś temacie, kwestii czy problemie czuje się pominięty lub niewysłuchany zapraszam do kontaktu, rozmowy. Wierzę, że grupa utworzona z mieszkańców nie będących w radzie nie będzie tak ignorowana jak obecnie prawie 50% radnych. Ten stan rzecz trzeba zmienić, gdyż to nie jest standard do zaakceptowania.

E. Ż. (NIS): Dziękuję za rozmowę.

K. S.: Dziękuję.