Z kilku powodów.Po pierwsze to najbardziej demokratyczny z systemów głosowania.

System taki, zwany większościowym powoduje, że wygrywa najlepszy, ten który zdobywa większość głosów, i do tego  „nasz”, bo przecież trudno sobie wyobrazić, żeby największą ilość głosów w okręgu, zdobył ktoś, kogo nie znamy, i który nie sprawdził się w społecznym działaniu.

Po drugie, macie Państwo niepowtarzalną szansą złamania monopoli partyjnych, które zawsze będą działały według przewidywalnego, nudnego planu partyjno-urzędniczego w naszej małej samorządowej Ojczyźnie. Działanie bez fantazji, zawsze obliczone przede wszystkim na to by…

pomóc sobie, swoim ludziom, partii.

To autentyczna szansa – Nasza szansa – wybrać kogoś kto nie musi słać ukłonów i działać zgodnie z zaleceniami partyjnej centrali. To bardzo ważne, szczególnie tu u nas, w małych społecznościach. To szansa na wybranie osoby, która najlepiej zna nasze problemy i do tego umie się do tego zabrać, i ma instrumentarium w postaci samodzielnie myślącego mózgu i doświadczenia, bo jest stąd i zna nasze problemy. Radni wybrani w jednomandatowych okręgach na pewno porozumieją się między sobą, ponieważ każdemu z nich będzie zależało żeby dbać o dobro wspólne.          

Po trzecie, doświadczenia jednomandatowych okręgów wyborczych wskazują, że rzadko dochodzi do sytuacji w której zwycięska partia musi dopraszać jakiś mały podmiot partyjny do współrządzenia, co oczywiście zdecydowanie wzmacnia poczucie odpowiedzialności rządzących. Zobaczmy  casus PSL-u w ogólnopolskiej polityce. To partia, która współrządzi w zasadzie od początku wolnej Polski z małymi przerwami, która obrosła synekurami, niejasnymi powiązaniami rodzinnymi, jednym słowem, to co się dzieje w jej szeregach można by określić jako nepotyzm. Z drugiej strony jej działania na pewno nie cechuje odpowiedzialność za państwo.

I prawie na koniec jeszcze przestroga. „Bonzowie” partyjni będą Was straszyć drodzy Wyborcy, że ci ostatni Mohikanie (startujący sami bez poparcia wielkich partii czytaj gangów) nie mają żadnego poparcia na górze, i w związku z powyższym nie będą mieli tzw. ”przełożenia” i nic nie załatwią, nic nie zrobią, nie popchną żadnej sprawy do przodu. To bzdury i dyrdymały, jest dokładnie odwrotnie, z ludźmi z poza układów, góra musi liczyć się bardziej, bo nie ma na nich haka i niczym nie może przekupić  (miejsce na liście, synekura, synekura dla rodziny).

I na zupełny koniec, proponuje trochę pogłówkować, kto by to mógł być – no ta osoba znaczy – która zostałaby reprezentantem Helenowa, naszym reprezentantem. Nie podam Państwu propozycji nazwiska, bo nie nasza w tym rola. Nasze stowarzyszenie Pro Helenów raczej pozostawia sobie możliwość kreślenia pozytywnych kierunków zmian i czynnego działania, i czym ewentualnie trzeba zająć się w niedalekiej przyszłości.

Powróćmy jednak do opisania naszego kandydata. Po pierwsze i najważniejsze musi to być osoba stąd, która udziela się społecznie, ma doświadczenie, ma osiągnięcia, i co nie jest bez znaczenia, musi to być osoba intelektualnie przygotowana na walkę z bezwzględną partyjną koterią, która będzie bronić swoich pozycji niczym ślimak swojej placówki w powieści Prusa. Osoba pracowita, umiejąca słuchać i do tego skuteczna w działaniu. Rozejrzyjmy się dookoła, na pewno tacy się znajdą – są w każdej społeczności. Może warto zadać sobie pytanie. Może właśnie Ja nadaję się do tego najlepiej?

dr